O czym?

Blog w zamiarze ma być takim opisem dnia z życia młodej osoby, która prowadzi własną firmę. Znajdą się także tutaj różne porady i poradniki. Zapraszam :)

środa, 6 maja 2015

Początki jak zwykle są trudne...

... niestety, ale taka jest prawda. Z każdym nowym, kolejnym zadaniem, którego się człowiek podejmie musi się liczyć z tym, że nic od razu nie przyjdzie i na wszystko trzeba czasu.

Dokładnie tak samo było jak, zakładałem firmę. Na początku oczywiście trzeba mieć pomysł -najlepiej jedyny w swoim rodzaju- nad którego realizacją będzie się pracować. Później jak się bierze za realizację to w grę wchodzą pieniążki, które trzeba wydać, zainwestować.
Sam osobiście jak zaczynałem, to pomysłów miałem od groma. W zasadzie dalej je mam, bo był czas, gdy miałem ich tyle, że była konieczność ich spisywania, układania, aż w końcu wybierania tego najlepszego i najbardziej realnego w wykonaniu. 
Branża, jaką wybrałem do najłatwiejszych się nie zalicza i tu chyba się wszyscy zgodzą. Bo co prawda, każdy musi się ubrać, ale z drugiej strony większość ludzi ma na tyle rzeczy, że aż tak często na zakupy do sklepu odzieżowego się wybierać nie musi. Patrząc dzisiaj na sierpień 2014, bo wtedy zaczynałem, to żałuje tego, że nie przemyślałem tego dużo, dużo lepiej i że nie udało mi się namówić pewnych osób do franczyzy. Ale trudno - jest jak jest, choć w zasadzie w każdej chwili można się za to zabrać.
Dlaczego akurat odzież? Tak prawdę mówiąc, to zadaje sobie to pytanie już kilka miesięcy i takiej prawdziwej odpowiedzi, że wiem na 100% nie znalazłem do tej pory. Wiem tylko tyle, iż na początku ta branża wydawała mi się na łatwą. Z drugiej strony zrobiłem to może nie tyle dla siebie, co głównie dla mamy. Jest krawcową, a wtedy jedyna praca, która była w jej zawodzie była najbliżej 30 km od domu i w dodatku za marne grosze, tak że wystarczyłoby tylko na dojazdy i fajki, a nie oto chodzi. 

No dobra, ale wracając do tematu. Na założenie czegokolwiek trzeba mieć kasę. Tylko skąd ją brać? No właśnie. Ja byłem w tak trudnej sytuacji, że z Urzędu Pracy nie mogłem nic dostać, bo byłem w trakcie nauki, banki nie chciały nic pożyczyć, bo albo za młody, albo "brak zdolności kredytowej". Ratunkiem okazała się moja ciocia, która mi pożyczyła i dzięki niej się wszystko ruszyło. Miało być, że tylko na chwilę, aż się ruszy i jeden z banków, w którym zakładałem konto da odpowiedź. W efekcie się okazało, że bank zrobił mnie pospolicie mówiąc "w chuja" i na tych pieniądzach jechaliśmy cały czas.
Później było już wydawanie pieniędzy i zakup towarów i wyposażenia lokalu. Jak już wszystko ruszyło, sklep się otworzył wszystko zapowiadało się super. W pierwszy dzień zarobić 300 zł - każdy by się cieszył. Tak to trwało tylko przez 2/3 tygodnie, później był przestój i tak już trwał i trwał. Kupka z kasą już topniała, towar trzeba było kupić, czynsz i inne rachunki zapłacić. No i oczywiście ZUS. 

Wiadomo, że wszędzie jest raz lepiej, raz gorzej. Ale, że będzie tak źle, to się w życiu nie spodziewałem. Minęło już 9 miesięcy, a jak była lipa tak jest dalej. Od lutego się wszystko jeszcze bardziej pogorszyło, bo ze sklepu trzeba wyżyć w domu, czyli utrzymać i sklep i dom. Tak prawdę mówiąc, to szczęście, że otworzyliśmy jeszcze te usługi krawieckie, bo dzięki nim jest teraz chociaż ruch. Nawet wprowadzenie odzieży używanej nic nie dało. 

Dobra, na razie wystarczy. Ale już wkrótce napiszę o jednej z największych przeszkód a pozyskaniu kasy z banku. ;) 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Na dobry początek, czyli o sobie samym.

No i stało się. Trzeba zacząć pisać, bo przygotowywałem się do tego już dłuższy czas.

Otóż może zacznę od początku. 
Mam 20 lat (w zasadzie za 11 dni, ale mam), dopiero co skończyłem technikum ekonomiczne. Aktualnie prowadzę własną działalność gospodarczą w jednym z miast w woj. zachodniopomorskim i zajmuje się handlem odzieżą damską nową, jak i używaną oraz mam mały punkt krawiecki. A, że krawiectwo to nie moja bajka, to mam od tego specjalistkę - mamę.
Swoją przygodę z własnym biznesem zacząłem w trakcie wakacji między 3, a 4 klasą technikum, choć tak na prawdę o byciu szefem dla samego siebie marzyłem już od dawien dawna.

Teraz jest pytanie, jak to jest mieć własny biznes w tym wieku. Zależy jak na to spojrzeć. Bo jeżeli chodzi o mnie to fajnie, że mam coś swojego i mogę to jeszcze dawać innym, mogę coś dla innych robić i jeszcze na tym zarabiać, a przede wszystkim rządzić samym sobą. Ale z drugiej strony to już tak kolorowo nie jest, bo trzeba być zawsze i wszędzie, latać wszystko załatwiać i martwić się jak to dalej będzie bo ludzi nie ma, a żyć jakoś trzeba i płacić za wszystko też. Jedna w tym wszystkim rzecz jest fajna, i to jest to jak ktoś się pyta mnie ile mam lat i czy się uczę, czy gdzieś pracuje i ten szok, zdziwienie jak mówię, że mam firmę.

Dobra na razie może wystarczy, bo później nie bd miał o czym pisać.